RECENZJA KSIĄŻKI – HERVE TULLET “OCH! KSIĄŻKA PEŁNA DŹWIĘKÓW”

“Och! Książka pełna dźwięków” – Herve Tullet

“Dzieńdoberek! Chcesz się ze mną pobawić?” – tymi słowami wita nas niebieska kropka z jednej z najfajniejszych książek o muzyce dla dzieci 🙂

W końcu postanowiłam to zrobić! Dostaję bardzo dużo pytań o różne książki o instrumentach, o muzyce, o dźwiękach, które możecie pokazać swoim dzieciom. Postanowiłam więc wyjść temu na przeciw i stworzyć cykl wpisów – recenzji, na które tak czekasz 🙂 

Zdecydować się na książkę, od której powinnam zacząć cały cykl było niezwykle trudno. Wybór padł na – doskonale niektórym znaną – “książkę pełną dźwięków”. Dlaczego akurat ona? Dowiesz się czytając artykuł do końca 😉

Trudny wybór

Tak samo jak Ty jestem mamą – i to dwójki urwisów o dość wysublimowanym guście i smaku 😉 I idąc do księgarni (czy zamawiając książkę w księgarni internetwej, tak jak to było w tym przypadku) również staję przed wielkim dylematem – “co kupić?”. I z jednej strony szukam czegoś, co mi się podoba, ale z drugiej staram się dobierać książki do zainteresowań moich dzieci. Z Och! nie było tak łatwo.

Na pierwszy rzut oka (bo nie miałam okazji jej dotknąć przed kupnem) bardzo mi się spodobała. I nie mówię tu tylko o szacie graficznej, ale głównie o idei książki. Jak wiadomo wszystkie pozycje Tulleta charakteryzują się niezwykłą prostotą. I chyba właśnie dzięki temu są tak lubiane przez małe dzieci 🙂 Ponieważ ta książka – jak napisnao z tyłu – jest “kontynuacją bestsellera Naciśnij mnie” zapaliła mi się w głowie mała lampeczka: “No tak, kontynuacja. To lepiej najpierw kup tą pierszą część”. Tak brzmiał głos rozsądku. Ja jednak posłuchałam serca i – wrzuciłam książkę do koszyka 🙂

Pierwsze wrażenia z środka

Gdy “książka pełna dźwięków” do nas dotarła zrobiła na mnie dobre wrażenie. Jednak przeglądając ją zaczęłam się zastanawiać czy takie samo zrobi na moich dzieciach. Książka ma bardzo prosty zamysł, ale “przeczytanie” jej już wcale do prostych nie należy. Trzeba się trochę jednak nagimnastykować! 🙂 Oczym w ogóle jest ta książka?

To historia niebieskiej kropki, która przeżywa różne przygody – może być mała albo duża, głośna albo cicha, szybka albo wolna. Czasami jest jej zimno, chwilami płacze, aby w końcu wybuchnąć śmiechem 🙂 Gdzieś mniej więcej w połowie opowieści nasza kropka, której nadano imię “Och” – spotyka przyjaciela: czerwoną kropkę o imieniu “Ach”. Od tej pory Och i Ach bawią się wspólnie przeżywając radosne chwile. W czasie swoich przygód spotykają kolejną – żółtą tym razem – kropkę “Łał”. Wszystkie kropki bawią się razem, aż w końcu wpadają do wielkiej czarodziejskiej maszyny, która wypuszcza różne dźwięki. I tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się zabawa! 🙂

 

No dobra – szczerze: nie zrobiło to na Tobie większego wrażenia, prawda? 🙂 Hmmm… muszę przyznać, że na początku na mnie również nie. Ale jesteśmy dopiero na początku drogi 🙂

Jak “czytać” tę książkę?

Instrukcja w środku jest prosta i czytelna. Na każdej stronie mamy napisane, co powinniśmy w danej chwili z kropkami zrobić.

“Połóż palce na tej kropce i po prostu powiedz: och!”

“A teraz połóż palec na tej małej kropeczce i powiedz cichutko: och…”

“Świetnie! To jeszcze połóż paluszek na tej wielkiej kropie i powiedz głośno: och!”

Proste, prawda? 🙂

Na początku wydawało mi się to nawet zbyt proste. Zbyt infantylne. Jednak postanowiłam się przełamać i zobaczyć jak na tę książkę zareagują moje dzieci. Usiedliśmy więc wtedy z 3-latkiem i 4,5-latką do wspólnej lektury 🙂 Podział ról był taki: ja czytałam, oni naciskali po kolei kropki. Jednak później zmieniliśmy trochę strukturę ze względu na pokój w domu i najpierw czytałam książkę z jednym dzieckiem, a później z drugim 😉 

Muszę przyznać, że oboje radzili sobie bardzo dobrze. Całkowicie załapali o co w tej książce chodzi po jakiś trzech próbach. Myślę, że to niezły wynik, jak na ten wiek 🙂 Choć oboje mają zupełnie inne podejście do “czytania” tej książki. Maja bierze wszystko “na poważnie” i bardzo pilnuje tego, aby w odpowiednich miejscach wykonać odpowiednią czynność – czyta głośno tam, gdzie ma być głośno; wolno tam, gdzie ma być wolno itd. Jest bardzo zadowolna, gdy uda jej się dotrzeć praktycznie bezbłędnie do końca 🙂

Filip za to przyjął zupełnie inną strategię 🙂 On “czyta” po swojemu – nie zawsze zwracając uwagę na to, co jest napisane. Jednak uruchamia przy tej książce większość pokładów swojej wyobraźni i kreatywności, których ja mogę mu tylko pozazdrościć! 🙂 “Czyta” całym sobą wymyślając najróżniejsze historie kropek, które przypuszczam, że większości z nas nie przyszłyby nawet do głowy.

Dla kogo ta książka?

Znalazłam informację, że książka przeznaczona jest dla dzieci od 2 do 6 lat. Przynam się teraz zupełnie szczerze, że ja kupiłam ją z myślą o 4,5-letniej (wtedy) córce. I co się okazało? Że najlepiej przy niej bawił się mój (wtedy 3-letni) syn 😀 I wspaniale bawi się do teaz 🙂 Ja również dobrze się przy niej bawię, ale mam wrażenie, że każde z nas ma po prostu swój sposób na tę książkę. Bo wiesz, to nie jest taka zwykła, typowa książka. Tu tekstu jest jak na lekarstwo – wszędzie tylko kropki i kreski 🙂 Trzeba uruchomić swoją wyobraźnię, aby z tej książki w pełni skorzystać.

Jak już wspomniałam wyżej Maja (5,5 roku) wykorzystuje “książkę pełną dźwięków” do ćwiczenia swojej cerpliwości, dokładności, czy się prawidłowego posługiwania swoim głosem i modulacji w zależności od potrzeby. Bardzo stara się jak najlepiej spełnić zadania stawiane przed nią przez autora.

Filip (4 lata) znalazł sobie na nią zupełnie inny sposób i puszcza przy niej wodze fantazji rozwijając przede wszystkim swoją wyobraźnię. Co nie znaczy, że skupia się tylko na tym. On również ćwiczy odpowiednią modulację głosem, wyrabia swoją motorykę czy odpowiednią artykulację. Myślę, że “czytanie” tej książki jest dla niego pewnym rodzajem upuszczenia swoich emocji – a ponieważ jest dzieckiem z zaburzeniami SI, bardzo mu to pomaga.

Ja (może bez wieku 😉 ) również przekonałam się do tej książki i po kilkunastu (albo kilkudziesięciu) przeczytaniach mogę śmiało powiedzieć, że jest jedną z moich ulubionych 🙂 Dość rzadko “czytam” ją ot, tak sobie. Jednak często wykorzystuję ją w zajęciach umuzykalniających 🙂 W jaki sposób? Już niebawem będziesz miała okazję się przekonać 😉 Na razie nic nie zradzę 🙂

Także jeżeli miałabym odpowiedzieć na pytanie: “Dla jakiego wieku przeznaczona jest ta książka?”, odpowiedziałabym, że dla każdego 🙂 Trzeba po prostu znaleźć na nią swój własny, jedyny i niepowtarzalny sposób 🙂 Może się on nie pojawić od razu – ale warto być cierpliwym i poczekać 🙂

Dane techniczne książki:

Tytuł: Och! Książka pełna dźwięków

Autor: Herve Tullet

Tłumaczenie: Marta Tychmanowicz

Wydawnictwo: Wydawnictwo Babaryba

Redakcja: Marek Włodarski

Ilość stron: 64

Data premiery: 07-04-2017

Cena książkowa: 34,90 zł

Czy warto kupić tę książkę?

Teraz, po kilkukrotkym przeczytaniu i bliższym zapoznaniu się z tą książką, mogę z całą pewnością powidzieć, że TAK 🙂 Warto ją kupić. Jest to jedna z niewielu książek, które wyzwalają w dziecku – i nie rzadko w nas samych – pokłady wyobraźni, o których możemy nie mieć pojęcia. “Czytanie” jej to przede wszystkim świetna zabawa, czyli coś, co lubię najbardziej 🙂 I chyba dzieciaki również 🙂

Dziś bez najmniejszego zastanowienia mogę powiedzieć, że jest to jedna z ulubionych książek mojego syna, po którą często sięga. Z czego ja się ogromnie cieszę 😉 I kupiłam bym ją jeszcze raz bez wahania.

A Ty masz już tę książkę w swojej bilbioteczce? 🙂

Ściskam,

Podpis, Monika

P.S. A jeżeli chcesz zaczerpnąć więcej inspiracji do zabaw rozwojowych ze swoim dzieckiem – pobierz “MUZYCZNY KALENDARZ ROZWOJOWY” o, tu: